2012/11/01

Bio - Essence "Inchloss" krem wyszczuplająco-ujędrniający

Namówiłam Martę (która tak jak ja uwielbia testować kosmetyki), aby napisała kilka recenzji na bloga. Moja propozycja spotkała się ze sporym zainteresowaniem z jej strony. I takim oto sposobem mamy poniższą recenzję;)


io-Essence "Inchloss" krem wyszczuplająco-ujędrniający

Kosmetyk który testowałam to Bio-Essence "Inchloss" krem wyszczuplająco-ujędrniający.

Jest to kosmetyk dostępny na rynkach azjatyckich.

      Aktywne składniki:
  •  Bio-Mineral Amino Acid Essence - specjalny składnik transportujący składniki kremy w głąb skory 
  •  Wyciąg z papryki 
  •  Wyciąg z imbiru 
  •  Wyciąg z zen-szenia 
  •  Wyciąg z ananasa 
  •  Kofeina 

Moja opinia:
Co go odróżnia od rodzimy kremów wyszczuplających? Zawiera płyn amino- mineralny, który transportuje składniki w głąb skóry i je tam zatrzymuje oraz DZIAŁA!

Mówi, że się kosmetyki nie są wstanie wyszczuplić, tylko dieta i ćwiczenia. W takim razie jak mówił dr Mouse-everybody lies! Ten kosmetyk naprawdę zmniejsza obwody, spala tłuszcz i redukuje cellulit. Ale jak to w życiu bywa coś za coś.

Wyśnione efekty rodzą się w bólach... i to dosłownie. Krem po nałożeniu pali! I nie trwa to około godziny. Palenie przychodzi falami, po 20 min i tak pół dnia. 
Przy pierwszej aplikacji, hojnie nałożyłam go na newralgiczne miejsca (w moim przypadku uda). 

Zadowolona zaczęłam sprzątać mieszkanie. Po 10 minutach nagle krem zaczął działać, a właściwie zaczął palić, skóra zrobiła się czerwona, zaczęło trochę mrowić. Dostałam gazu do sprzątania;)

Ostrzegam, że kremu nie da się zmyć, ponieważ wchłania się głęboko. Jak już decydujemy się na aplikację-nie ma odwrotu (dlatego jeśli chodzi o aplikację, to najlepiej robić to w rękawiczkach, wolę nie myśleć co będzie jak dotkniemy oka!)

Efekty? BOSKIE spadły mi obwody co najmniej 3 cm (do kremu dołączają miarkę, aby dokładnie widzieć efekty).

Co jest cudem, po cellulicie ślad zaginął! Mimo, że już mi się skończył, efekty dalej się utrzymują (oczywiście opychając się chipsami nie pomagamy;)

Minusy:
Schodząc z obłoków, oprócz atrakcji bólowych, cena: ok. 150 zł, kiepska dostępność (tylko Internet), wysokie koszty wysyłki z krajów azjatyckich. Ja dowiedziałam się o nim i kupowałam ze strony www.azjatyckibazar.com

Polecam dla twardzieli!

Więcej recenzji napisanych przez Martę możecie się spodziewać w najbliższym czasie;)

10 komentarzy:

  1. Szkoda, że tak dużo kosztuje. Gdyby był tańszy, pewnie bym wypróbowała. Z drugiej strony skoro jego działanie jest tak mocne, chyba bałabym się efektów ubocznych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musimy poczekać na komentarz Marty- czy są efekty uboczne, bo sama jestem ciekawa.

      Usuń
  2. Nie potrzebuje takiego produktu, ale gdybym potrzebowała, to bym i tak raczej go nie kupiła :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to jak nie potrzeba, nie kupiło by się to po co komentować :P ja zamierzam spróbować, żeby pozbyć się resztek, któe nie chcą zejść mimo ćwiczeń i diety lepszej

      Usuń
  3. Chyba się na niego zdecyduje jako prezent urodzinowy:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak to jest z Polakami - chcą czegoś, ale jak mają to, czego chcą, to przyczepią się do ceny. Tak, krem jest drogi, ale producenckie obietnice spełnia, w przeciwieństwie do polskich kremów drogeryjnych, peelingów i specjalnych rękawic, na które w sumie wydajecie więcej, próbując wciąż nowych desek ratunkowych. Ogarnijcie się, czasem lepiej wydać więcej, ale przynajmniej wiedzieć, że nie kupiło się kolejnych obiecanek, a coś, co naprawdę działa.
    A pieczenie to kwestia indywidualna. Próg bólu, pieczenia i w ogóle czucia, każdy człowiek ma inny, więc każdy będzie odczuwał inaczej. Ja również mam ten krem. Od kilku dni go stosuję. I czuję tylko lekkie gorąco, zamiast palenia i pieczenia.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jest znakomity i dużo tańszy, a przede wszystkim polski odpowiednik tego kremu: Bingospa Koncentrat cynamonowo-kofeinowy z papryką. To produkt dla gabinetów kosmetycznych, w litrowych opakowaniach, wówczas cena jest zabójcza (269 zł), ale można kupić saszetki. Jedna o pojemności 10 g kosztuje 2,40 zł, czyli ilość odpowiadająca tubie Bio-Essence "Inchloss" (200 g) kosztować będzie 48 zł. A najważniejsze, że można kupić niewielką ilość. Lepiej wypróbować, bo nie każdy wytrzyma ten ból i pieczenie (działanie jest podobne jak w przypadku kremu "Inchloss"). Do tego polecam tzw. zimne chińskie bańki (można zamówić przez internet, ale są też w wielu aptekach, np. na zamówienie), które kosztują ok. 20 zł, a masaż bez problemu można nimi wykonać samemu w domu. Działają na zasadzie zasysania powietrza pod ciśnieniem, nie podgrzewa się ich, tylko naciska i same się przysysają do ciała. Cellulit i tłuszcz znikają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bingo spa znam tylko z produktu do stóp z 50% kwasami AHA:)

      Usuń

Dziękujemy za Twój komentarz! Zachęcamy do przejrzenia starszych postów. W razie jakichkolwiek pytań zapraszamy do kontaktu: kontakt@dpblog.pl

Instagram @dpblogpl