23 lutego 2017

Kryzys w blogowaniu - jak sobie z tym poradzić?

Kryzys w blogowaniu - jak sobie z tym poradzić?
Kryzys w blogowaniu - jak sobie z tym poradzić?
W życiu każdego Blogera pojawia się czas, gdy nie ma się motywacji do prowadzenia bloga. Brak pomysłów, zbyt dużo obowiązków czy po prostu brak pomysłu na dalsze blogowanie.

My też mieliśmy kryzys w blogowaniu. Ostatni pojawił w grudniu 2015. Przyszedł niespodziewanie i był niepokojąco silny. Tak silny, że chciałam rzucić blogowanie w diabły i usunąć bloga. Taki kryzys pojawił się dotychczas na szczęście tylko raz. Do końca nie wiem czym on był spowodowany, ale był. Jeśli jesteś ciekawy jak sobie z tym poradziliśmy, zajrzyjcie poniżej. 

Help! Mam kryzys w blogowaniu!

Kryzysy w blogowaniu to zupełnie normalna rzecz, tak samo jak wątpliwości, które pojawiają się każdego dnia. Nie raz mieliśmy wątpliwości czy posty, które piszemy ktokolwiek czyta i cokolwiek z nich wynosi. Nie raz zastanawialiśmy się czy nasz blog jest brzydki i czy to wszystko w ogóle ma sens.

Owszem! Blogowanie ma sens. Nasz blog nie raz był przez nas stosowany jako karta przetargowa. Lubimy się nim chwalić, bo w prowadzenie bloga wkładamy dużo serca i oczywiście czasu. Mamy swoje życie zawodowe, a blog jest tylko dodatkiem do dnia codziennego. Mam ten komfort, że jest Piotr, który co prawda może nie pisze ostatnio zbyt wiele w dziale Męskim Okiem, ale nadal prężnie uczestniczy w blogowaniu - 99% grafik, które widzicie na blogu jest dziełem Piotra. Ja nie mam aż tyle zdolności i cierpliwości do tworzenia grafik.  

Wracając jednak do tematu bloga, jako karty przetargowej nie mogę nie wspomnieć, że nie raz wspominałam Klientom o blogu, na rozmowach o pracę, w których uczestniczyłam też wspominałam o blogu. Powiem Wam również, że kilku wykładowców na studiach również docenili nasze blogowanie. Co ciekawe w grupie mieliśmy inną Blogerkę. O jej blogu dowiedzieliśmy się na ostatnich zajęciach (ale o tym może kiedy indziej). 

Jak sobie poradzić z kryzysem w blogowaniu?

Idealnym scenariuszem na kryzys w blogowaniu są zaplanowane posty. My zawsze mamy zaplanowanych kilka postów do przodu (oczywiście terminy publikacji są elastyczne i często, gdy jakiś temat nas wyjątkowo zachwyci, inny przesuwamy), dzięki czemu nie musimy pisać postów na odwal, co robi sporo blogerów. Zapchajdziury nie są według mnie okej, a posty zapchajdziurowe czuć na kilometr. W życiu jednak podobno trzeba wszystkiego spróbować ;) 

Jeśli nie planujesz postów do przodu, a dopadł Cię kryzys w blogowaniu to może być trochę gorzej niż w moim przypadku. Wtedy chyba jednak musisz skorzystać z zapchajdziury, albo po prostu dać sobie trochę czasu.

dpblog.pl zmiany
dpblog.pl zmiany

Świetnym pomysłem na pozbycie się kryzysu są zmiany

Dla mnie zmiany są lekiem na całe zło. Zmiany w garderobie leczą kryzys ubraniowy (i nie mówię tu o wielkich zakupach, a po prostu jednej, nowej rzeczy), zmiany w domu leczą kryzys domowy, a zmiany na blogu leczą kryzys blogowy. 

Zgodnie z powyższym i u nas na blogu w Grudniu 2015 nastąpiły zmiany. Zmieniliśmy szablon, zoptymalizowaliśmy bloga i od tego czasu oprócz braków kryzysów w blogowaniu zaobserwowaliśmy dodatkowy, trochę efekt uboczny (jednak zamierzony). Nasz blog rośnie w siłę i widać to po statystykach.

Na początku 2015 roku nie wyobrażałam sobie, że nasz blog będzie miał takie statystyki, jak teraz. Z naszych obserwacji wynika, że to wszystko za sprawą:
  • nowego szablonu
  • optymalizacji bloga
  • aktywności w mediach społecznościowych
Powyższe oczywiście wpłynęło na współprace blogowe (barter tylko w wyjątkowych przypadkach i na naszych zasadach) i nasze zarobki. Jeśli chodzi o zarobki na blogu, jako nieliczni blogerzy mówimy o tym otwarcie. Uważamy, że nic w tym złego, że blog po tylu latach zaczął na siebie zarabiać. To umożliwia nam wprowadzanie zmian na blogu, a także działania mające na celu jego promocję. 

Poradnik Blogera na Insta live

Mam taki pomysł, żeby na Insta live @dpblogpl zrobić małą pogadankę na temat blogowania, zarabianiu na blogu i promocji w mediach społecznościowych. Jeśli jesteście zainteresowani, koniecznie dajcie znać w komentarzach pod tym postem. Oczywiście będę też odpowiadać na Wasze pytania, jeśli takowe się pojawią :) Dajcie tylko znać jaki termin i godzina byłaby dla Was najlepsza - piątek godzina 19:00 czy sobota godzina 18:00 ?

Edit.
Widzimy się dzisiaj (24.02.2017) o 19:00 na Insta Live. Zapraszam do zapisywania się do wydarzenia. Możecie tam napisać jakie tematy mam jeszcze poruszyć ;)

21 lutego 2017

Czy kolor ma znaczenie? Porównanie gąbeczek Beauty Blender

Porównanie gąbeczek Beauty Blender
Czy kolor ma znaczenie? Porównanie gąbeczek Beauty Blender
Zawsze używałam tradycyjnej, różowej gąbeczki Beauty Blender. Później zaczęły pojawiać się inne kolory - nude, czarna, czerwona, biała, fioletowa...szczerze już się pogubiłam w tych wszystkich kolorach, więc musiałam zajrzeć na stronę www Beauty Blendera. I to był błąd, bo zobaczyłam piękną gąbeczkę w kolorze pudrowego różu. Już wiem, którą kupię teraz - Beauty Blender Bubble

Wydawać się może, że to tylko chwyt marketingowy z tymi kolorami - tak jak z nowymi gadżetami oferowanymi przez firmę Beauty blender (trójkąt do malowania kresek, gąbeczka do zbierania nadmiaru sebum czy gąbeczka do nakładania podkładu na ciało). 

Raz kupiłam czerwoną gąbeczkę (red carpet) i przy okazji tej wersji poczułam różnicę. Red carpet ma trochę inną fakturę niż różowa gąbeczka. Tą wersję wspominam najgorzej, bo mam wrażenie, że przy nakładaniu kremu BB efekt był dużo bardziej 'sztuczny'. W tym przypadku różowa gąbeczka bije na głowę wersję Red Carpet.

Po czerwonym niewypale zdecydowałam się na czarną gąbeczkę, która nazywana jest wersją PRO. Jesteście ciekawe czy ta gąbeczka różni się od tradycyjnej, różowej wersji? Jeśli tak, czytajcie dalej.

Dlaczego warto używać gąbeczkę Beauty Blender?

Gąbeczka BB to mój wielki hit od lat. Nie tylko używam jej do codziennego makijażu, ale także towarzyszyła mi w dniu mojego ślubu. 

Jajeczko Beauty Blender powoduje, że krem BB nakładany za jego pomocą świetnie stapia się ze skórą. Nienaturalny efekt można uzyskać tylko i wyłącznie w przypadku, gdy przesadzi się z ilością nakładanego produktu. Jako fanka naturalnego efektu i tego, by nie czuć nic na skórze zdecydowałam się na gąbeczkę. Od 2014 roku używam jej regularnie. 

Czarna czy różowa? Którą gąbeczkę Beauty Blender wybrać?

Kilka razy już czytałam o tym, że jednak gąbeczki różnią się w zależności od koloru. Początkowo myślałam, że to chwyt marketingowy. Jak się jednak okazało, wcale tak nie jest. 

Na początku używałam tylko różowej gąbeczki, bo wtedy tylko ta była dostępna. Z czasem zaczęły pojawiać się inne kolory, które zaczęły kusić. Przede wszystkim tym, by sprawdzić czy różnią się od siebie. Jak już pisałam na początku notki - była wersja różowa, red carpet i czarna. Teraz na pewno będzie wersja Bubble w pięknym, pastelowo różowym kolorze. 

Różowa, klasyczna wersja była ze mną najczęściej. To była też pierwsza gąbeczka, którą testowałam. Sprawdzała się świetnie i to właśnie ona spowodowała, że zakochałam się w produktach Beauty Blender. Wybaczcie, jeśli ten post będzie przesłodzony, ale Beauty Blender to jeden z nielicznych produktów, które robią na mnie takie wrażenie.

Czym myć Beauty Blender? Sprawdzone sposoby: klik

Raz przez przypadek do koszyka trafiła wersja red carpet. Jest bardzo podobna do tradycyjnej wersji, ale niestety wypada gorzej. Ma inną (bardziej miękką) konsystencję, przez co mam wrażenie, że krem BB nie stapia się tak dobrze ze skórą. Nie polubiłam tej wersji i na pewno do niej nie wrócę. 

Później przyszedł czas na czarną gąbeczkę (wersja PRO), która skusiła mnie głównie swoim kolorem. Co ciekawe kolor z czarnego jajeczka nie wypłukuje się tak szybko jak np. z różowego. To dla mnie duży plus, bo jedną gąbeczkę używam pół roku (nie, jak każe producent 3 miesiące). Pisałam już o tym w innych postach na temat gąbeczki, ale powtórzę jeszcze raz - gąbeczka nie traci swoich właściwości i nawet przez pół roku 'działa' prawidłowo. Przy zachowaniu odpowiedniej higieny nic się z nią nie dzieje. Nie zalęgają się też robaki

Porównanie Beauty Blendera i Blend It: klik

Czarna gąbeczka jest również trochę inna w dotyku niż wersja różowa. Jest bardziej 'szorstka' i mam wrażenie, że ma głębsze pory. Tej różnicy jednak nie czuć przy nakładaniu kremu BB (zawsze używałam tego samego kremu BB Dr G). Nie wiem dlaczego czarna gąbeczka nazywana jest wersją PRO, to chyba czysty chwyt marketingowy. 

Czy kolor gąbeczki Beauty blender ma znaczenie?

Długo zastanawiałam się nad odpowiedzią na to pytanie, bo z jednej strony wersja czarna i różowa są właściwie takie same, ale z drugiej różnią się trochę fakturą. Za to wersja red carpet to według mnie totalny niewypał i na pewno nigdy do niej nie wrócę. 

Porównując te 3 wersje kolorystyczne zdecydowanie polecam wersję różową oraz czarną. Za to wersję red carpet radzę omijać szerokim łukiem. 

16 lutego 2017

Wegańskie spaghetti z wędzonym tofu

Wegańskie spaghetti z wędzonym tofu
Wegańskie spaghetti z wędzonym tofu
Rzadko wrzucam przepisy na bloga, częściej możecie je znaleźć na naszym profilu na Instagramie @dpblogpl jednak tym przepisem chciałabym się podzielić, bo jest bardzo prosty, szybki i oczywiście wegański.

Na wege dietę przeszliśmy w czerwcu 2014. Pamiętam, że rodzina była w szoku, bo zawsze jedliśmy mięso. Dlaczego przeszliśmy na wege dietę? Głównie ze względu na cierpienie zwierząt. Może to dziwne, ale nie raz, gdy jadłam kotleta nie mogłam go skończyć. Mój mózg się buntował i przed oczami krążyły mi obrazki cierpiących zwierząt. Nie mogłam tak dalej, to była świadoma decyzja.

Jak się czujemy na wege diecie?

To pytanie pojawia się zawsze, gdy mówimy, że nie jemy mięsa. Ja poszłam o krok dalej, bo nie jem również jaj i ryb. Piotr jada te dwa produkty od czasu do czasu. Fanką jaj i ryb nigdy nie byłam, więc odrzucenie tych dwóch produktów nie było dla mnie żadnym problemem. 

W jednym z postów na blogu pisałam o moich problemach z żołądkiem. Często miałam refluks, biegunkę po zjedzeniu czegokolwiek. Do tego dochodziły bóle brzucha po posiłku. Podejrzenie padło na wrzody żołądka. Miałam robione USG, ale nic nie wyszło. Na dalsze badania nie poszłam, bo po przejściu na wege dietę moje problemy minęły. 

Walczyłam też przez długie lata z anemią. Co ciekawe - po przejściu na wege dietę niedobory żelaza zniknęły. Magia, prawda? Więcej pozytywnych efektów wyliczać nie będę, ale na pewno moja dieta ma również wpływ nie tylko na moje ciało, ale także wygląd skóry, włosy i paznokcie (chociaż z tymi nigdy nie miałam problemów).


Czy tofu jest zdrowe?

To pytanie zadaje sobie wielu weganów i wegetarianów. Ogólnie tofu jest okej, bo to dobre źródło białka, ale w moim przypadku (problemy z tarczycą) nie jest wskazane do spożycia zbyt często. Dlatego też kiedy tylko przychodzi 'ten' dzień, gdy mogę je zjeść - staram się je zrobić w najsmaczniejszy sposób. Poniżej przedstawiam moją propozycję na wędzone tofu, które nawet bez obróbki termicznej jest pyszne. W smaku przypomina mi serowe rolady wędzone. Kiedyś uwielbiałam wszelkie wędzone sery - rolady, oscypki itp. 

Wegańskie spaghetti - przepis

Składniki:
  • 3 szklanki soku pomidorowego
  • 3 ząbki czosnku
  • kostka wędzonego tofu
  • pół puszki kukurydzy
  • pół kilograma pieczarek
  • sól
  • pieprz
  • łyżeczka oregano
  • łyżeczka papryki ostrej 
  • olej do podsmażenia pieczarek
  • makaron do spaghetti
Wykonanie:
Pieczarki myjemy i kroimy na ćwiartki. Jeśli są duże to każdą ćwiartkę kroimy jeszcze na pół. Smażymy aż do momentu, kiedy pieczarki zarumienią się. Zalewamy pieczarki sokiem pomidorowym, dorzucamy pokrojony w plasterki czosnek, dodajemy sól, pieprz, oregano i paprykę. Smażymy aż do momentu, gdy sok pomidorowy zgęstnieje i zrobi się sos. 

Kiedy sok pomidorowy zgęstnieje, dorzucamy kukurydzę i tofu, które wcześniej za pomocą widelca zgniatamy na drobne kawałki. Dusimy całość przez ok. 8 minut. W tym czasie gotujemy makaron. Makaron po ugotowaniu przekładamy na talerz, na makaron kładziemy sos i posypujemy odrobiną oregano. 

Tofu wciąga sok pomidorowy, więc jeśli następnego dnia sos do spaghetti będzie zbyt gęsty, możecie dolać soku pomidorowego i chwilę pogotować. 

14 lutego 2017

Małe rzeczy, które powodują, że związek staje się lepszy

Małe rzeczy, które powodują, że związek staje się lepszy
Małe rzeczy, które powodują, że związek staje się lepszy
Z Piotrem jesteśmy razem od pierwszego roku studiów licencjackich. W sierpniu 2015 świętowaliśmy drugą rocznicę ślubu. Czy to dużo? Pewnie powiecie, że nie, ale dla nas czas leci bardzo szybko. Razem jesteśmy już ponad 7 lat. Wiele razy łapiemy się na tym, że mamy wrażenie, jakbyśmy byli ze sobą od zawsze. Przyzwyczajenie?! Monotonia?! W naszym związku nie ma czegoś takiego i postaramy się, żeby nigdy nie było.

Wspólne marzenia, hobby lub praca

Musicie znaleźć w Waszym związku coś, co Was połączy. Mogą to być wspólne marzenia, hobby czy praca. Kiedy rozpoczęliśmy nowy projekt, każdy w pracy dziwił się jak możemy pracować razem, mieszkać razem i jeszcze prowadzić razem bloga. Wszystko chyba jest wynikiem tego, że po prostu lubimy ze sobą spędzać czas, często się radzimy siebie o różne kwestie (związane z pracą czy blogiem), a także dyskutujemy. Rozmawiamy ze sobą bardzo dużo, chociaż są również takie chwile, kiedy nawet gadać się nie chce. To normalne, każdy potrzebuje czasu tylko dla siebie i ze sobą. 

Dla mnie najlepszym sposobem na relaks w samotności jest napisanie nowego postu na bloga, granie w Simsy 4 czy czytanie książki. Te trzy czynności robię w zupełnej samotności i skupieniu, nawet gdy Piotr jest koło mnie. 

Jak to się stało, że pracujemy razem?

Wracając jednak do wspólnej pracy, bo wiem, że wielu z Was interesuje ta kwestia, u nas pierwsza praca razem (tak, było ich więcej) była kwestią przypadku. 

Pracowałam w firmie związanej z pożyczkami. Nie czułam się tam dobrze, bo z tyłu głowy miałam kwestie sumienia - to nie była do końca uczciwa firma. Zaczęłam szukać pracy, aż trafiłam do biura pośredniczącego, czyli firmy która przejmuje proces rekrutacji od różnych firm. Kiedy szłam na rozmowę, nie wiedziałam do jakiej firmy aplikuję. Moje doświadczenie odpowiadało ogłoszeniu, a zakres obowiązków wydawał się interesujący. 

Kiedy na rozmowie rekrutacyjnej dowiedziałam się o jaką firmę chodzi nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Od razu zadzwoniłam do Piotra i powiedziałam, że idę na drugi etap do jego firmy. 

Jako, że była to bardzo duża firma, na rekrutacji pojawiło się 30 osób, z czego zostałam wybrana do jednego z działów. Tak rozpoczęła się nasza pierwsza wspólna praca. Byliśmy w różnych działach, ale współpracowaliśmy ze sobą. Razem dojeżdżaliśmy do pracy, spędzaliśmy przerwy i wracaliśmy do domu.

Gdy Piotr odszedł z tej firmy czułam swojego rodzaju „ pustkę”. Na szczęście nie trwało to długo, bo w nowej firmie Piotra powstał nowy dział, w którym rozpoczęłam pracę. Po prawie rocznej współpracy nasze drogi się rozeszły, czego nie żałuję bo pod koniec współpracy zostałam przeniesiona do działu, który kompletnie nie był moją bajką. 

Wieczne plotki, niedomówienia i afery tworzone przez ludzi, którzy czerpali przyjemność, gdy komuś coś się działo. Czegoś takiego nie toleruję ani w życiu prywatnym, ani tym bardziej w pracy. Niestety niektórzy po prostu mają taki charakter, a najlepsze co możemy zrobić, to uciec od takich ludzi jak najdalej. Później rozpoczęliśmy swój biznes i tego trzymamy się do dziś. 

Wspólna medytacja

Na początku medytowałam tylko ja, z czasem namówiłam Piotra, żeby pomedytował ze mną. Chociaż raz, na spróbowanie. Piotrkowi tak się spodobało, że teraz regularnie medytujemy razem, przed snem. To nasz sposób na wyciszenie się po całym dniu, który zazwyczaj jest pełen wrażeń.

Wzajemne zrozumienie, cierpliwość i sukces

Nie zawsze się rozumiemy. Oboje mamy silne charaktery (chociaż ja jestem choleryczką, a Piotr jest tym, który mnie stopuje) i zdarza nam się ostra wymiana zdań. Niemniej jednak często się siebie radzimy. To dobra droga, bo tylko wzajemnym zrozumieniem i cierpliwością uda się razem osiągnąć sukces. 

09 lutego 2017

Zmywanie maseczek trudnozmywalnych

Zmywanie maseczek trudnozmywalnych
Zmywanie maseczek trudnozmywalnych
Maska to najbardziej skoncentrowany kosmetyk. Taki swojego rodzaju zastrzyk dobroczynnych składników dla skóry. Maska to także idealny pomysł na domowe SPA. Warto wygospodarować 15 minut i zrelaksować się, najlepiej się położyć i włączyć muzykę relaksacyjną. Taka chwila relaksu przyda się w szalonym trybie życia, jaki prowadzi większość z nas. Ciągle gdzieś biegniemy - do pracy, z dziećmi do szkoły, na zakupy. Musimy znaleźć w tym całym szaleństwie chwilę dla siebie.

Uwielbiam wszelkie maseczki. Po nich skóra jest miękka i gładka niczym po zabiegach u kosmetyczki. Co prawda ostatnimi czasy sięgam głównie po koreańskie maski na płacie bawełnianym, które są wielkim hitem, jednak algi i glinki nadal są moim numerem jeden. Jest z nimi jednak pewien problem (chodzi mi głównie o glinki), ich zmywanie nie należy do najłatwiejszych.

Będąc u kosmetyczki podejrzałam jakiś czas temu fajny i prosty sposób, który postanowiłam przetestować podczas domowego SPA. Jak się okazało, ten sposób okazał się być dla mnie wybawieniem.

Moje ulubione maseczki

Jestem wielką fanką maseczek. Co prawda coraz częściej sięgam po maski na płacie bawełnianym, bo są wygodniejsze - nakładamy maskę na oczyszczoną skórę, a po upływie określonego czasu ściągamy maskę, wklepujemy nadmiar i gotowe. Niemniej jednak od lat sięgam również po glinki i algi. Moja skóra nigdy nie jest tak cudownie gładka i ujędrniona jak po algach. 

Chciałabym podzielić się z Wami maskami, po które sięgam najczęściej. Może wśród moich ulubionych masek są również te, które są na Waszej wishliście lub liście ulubieńców. Dajcie znać w komentarzach.

Maski na płacie bawełnianym:

  • Mizon, Enjoy Vital-Up Time Watery Moisture Mask with Green Tea Extract 
  • Mizon, Enjoy Vital-Up Time Firming Mask with Pomegranate 

Glinki:

  • Glinka Multani mitti 
  • Zielona glinka
  • Glinka biała

Jak zmywać trudne maseczki?

Do zmycia maseczki potrzebujemy jedynie kilku płatków kosmetycznych lub specjalnej gąbeczki, którą można kupić np. w Rossmannie (taka gąbeczka jest bardziej ekologiczna, bo jest wielokrotnego użytku).

Moczymy płatki kosmetyczne lub gąbeczkę ciepłą wodą, wyciskamy nadmiar wody i zaczynamy zmywać maseczkę z twarzy. Po każdym zmyciu fragmentu twarzy płuczemy płatki kosmetyczne lub gąbeczkę ciepłą wodą i wyciskamy nadmiar wody. Czynność powtarzamy do momentu, gdy maseczka nie zniknie z naszej twarzy. 

Po całkowitym zmyciu maseczki płuczemy twarz zimną wodą, aby zamknąć pory. Przypominam, że twarz osuszamy delikatnie, najlepiej za pomocą ręcznika papierowego. 

Co nałożyć po maseczce?

Po maseczce najczęściej wklepuję serum (ostatnio jest to serum Resibo, które dąży do tego, by zostać moim ulubieńcem. Czy tak się stanie? Zobaczymy), a później nakładam ulubiony krem (najczęściej Bandi z kwasem migdałowym). Po takim zabiegu Twoja skóra będzie promienna i gładka.