Minimalistyczna stylizacja z balerinami wiązanymi w kolorze nude

2017/05/21

Minimalistyczna stylizacja z balerinami wiązanymi w kolorze nude

Wiązane baleriny to hit wiosny 2017. Trend ten zapoczątkowała Agnieszka Szulim-Starak, która na swoim ślubie wystąpiła w wiązanych balerinach marki Miu Miu. Ja zdecydowałam się na bardziej minimalistyczną wersję w kolorze nude wpadającym w róż firmy Mateo&Palazzo. 

Buty Mateo&Palazzo (gdzie znaleźć buty tej firmy? klik buciki są dostępne także w sklepach internetowych. Listę sklepów znajdziecie tutaj) wykonane są z najwyższej jakości skóry sprowadzanej z Włoch, dzięki czemu są bardzo miękkie i wygodne. Skórzane buty mają to do siebie, że są trwalsze niż syntetyczne, a także dużo wygodniejsze i pozwalają stopie oddychać. Baleriny z noskiem w szpic i wiązaniem za pomocą delikatnych rzemyków są na tyle delikatne, że pasują zarówno do jeansów, ale także świetnie sprawdzą się do sukienek. 

Moja dzisiejsza propozycja to wiązane baleriny, jasne jeansy i jedwabna bluzka z falbaną. Dodatkiem w tej stylizacji jest srebrny zegarek oraz mocno zaznaczone usta pomadką L'Oréal Color Riche Matte nr 347 - Haute Rouge. Ta pomadka mimo tego, że jest matowa, nie wysusza ust. 

outfit

dominika dpblog

wiązane baleriny

Gdańsk widok

dpblogpl stylizacja

outfit of the day

baleriny stopy

letnia stylizacja

jedwabna bluzka z falbaną

restauracja Gdańsk

Matowa czerwona pomadka

Jedwabna bluzka - H&M Premium
Jeansy z wysokim stanem High waist Hannah - Cubus (podobne tutaj)
Baleriny wiązane - Mateo&Palazzo
Srebrny zegarek - Apart  (podobny tutaj)
Pomadka L'Oréal Color Riche Matte nr 347 - Haute Rouge (do kupienia tutaj)
Maszynka Wilkinson quattro titanium sensitive opinia

2017/05/16

Maszynka Wilkinson quattro titanium sensitive opinia

Jeżeli jesteście na etapie poszukiwania, bądź zmiany swojej dotychczasowej maszynki do golenia to trafiliście idealnie. Kiedy pisałem na temat maszynki gillette fusin progilde flexball, nie pomyślałbym wtedy o jej zmianie na żadna inną. Jednak czar prysł, w momencie, gdy nożyki stawały się coraz droższe. W komentarzach od Was i wiadomościach na e-mail dostawałem pytania o alternatywę dla maszynki Gillette.


Maszynka Wilkinson quattro titanium sensitive
Maszynka Wilkinson quattro titanium sensitive opi


Jaką maszynkę wybrać?

Zanim zdecydowałem się na zakup maszynki firmy Wilkinson, do tematu zmiany podchodziłem kilkukrotnie i za każdym razem efekt był ten sam. W koszyku lądowało kolejne opakowanie ostrzy od Gillette. Jednak będąc kolejny raz w drogerii Rossmann i widząc cenę 85 zł za cztery ostrza, doszedłem do granicy bólu. Powiedziałem sobie, że czas na męską decyzję - trzeba wypróbować ostrza innej firmy. Tylko jaką maszynkę wybrać? Jedyną sensowną alternatywą w stosunku jakość do ceny była dla mnie oferta od firmy Wilkinson. Pięć wymiennych ostrzy z maszynką w zestawie w tej samej drogerii kosztuje, uwaga...49 zł. Jednak, że nie jestem przysłowiowym Januszem i oprócz ceny liczy się jakość, bałem się, że niższa cena równa się gorsza jakość. Pomocnych opinii na temat maszynki Wilkinson Quattro Titanium Sensitive w internecie szukać próżno.

Porównanie

Pierwsze golenie i miłe zaskoczenie, maszynka goli... I to jak! Niestraszne nam podrażnienia i zaczerwienia, nawet przy dłuższym kilkudniowym zaroście. W porównaniu do Progilde maszynka od Wilkinsona sprawdza się lepiej i goli dokładniej. Warto przypomnieć, że w maszynce Wilkinson quattro znajdziemy cztery ostrza, a w maszynce od Gillette znajdziemy pięć ostrzy. Mam wrażenie, że opisywana maszynka lepiej przylega do skóry, może to jest sekret firmy z Wielkiej Brytanii? Dodatkowo same ostrza Wilkinsona są bardziej wytrzymałe. W moim przypadku wymieniłem je dopiero po ponad miesiącu użytkowania, ostrza od Gillette wytrzymywały zaledwie na trochę ponad dwa tygodnie normalnego użytkowania.


Maszynka Wilkinson quattro titanium sensitive budowa ostrzy
Maszynka Wilkinson quattro titanium sensitive budowa ostrzy
W obydwu ostrzach znajdziemy paski z aloesem, jojobą i witaminami. Jednak i tutaj maszynka progilde ustępuje firmie Wilkinson, której pasek nawilżający jest bardziej wytrzymały na ścieranie. Zresztą pasek w progilde sprawie wrażenie bardziej sztucznego. W przypadku ostrza konturowego lepiej sprawdza się to umieszczone w maszynce od Gillette. Zdecydowanie wygodniejsza w prowadzeniu i lepszą ergonometrię ma rączka od Gillette. Porównując wagę, lżejsza jest maszynka od firmy Wilkinson.


Podsumowanie

Zastanawiając się nad zakupem, mamy do wyboru dwa przeciwstawne podejście do promocji produktów. Oldshool w wykonaniu firmy Wilkinson i nowoczesny designe opakowany w ładnym pudełku od Gillette. Jednak nie mam zamiaru płacić za ładne pudełko i ładne buzie reklamujące maszynki od Gillette, tylko po to żeby poczuć się lepiej. Wolę być oldscholowy mieć mniej kolorową i minimalistyczną maszynkę, która po prostu dokładnie goli. Wilkinson jest lepszy i do tego tańszy w użytkowaniu. Nie mogę się doczekać maszynki od Gillette o dźwięcznej nazwie np. Mach X-Series lub Pro Gilde Super Power. Niech "wepchną" jeszcze 12 dodatkowych ostrzy z paskiem z lodu i sprzedają za kosmiczną cenę. Wybór jest prosty - jeżeli nie chcecie zbankrutować, a nie koniecznie chcecie zapuszczać brodę, to przerzucie się na maszynkę od Wilkinsona.
Superfoods, które znajdziesz w naszej kuchni

2017/05/11

Superfoods, które znajdziesz w naszej kuchni

Superfoods

Superfoods, super jedzenie, jedzenie mocy. Nazywane wieloma określeniami, mające wielką moc. Niezwykle wartościowe jedzenie pod względem wartości odżywczych, na które niewątpliwie od jakiegoś czasu jest duży boom. Co najważniejsze - superfoods są w 100% naturalne i to właśnie z natury czerpią swoje super moce. 


Nasiona chia

O szałwii hiszpańskiej pisałam już na blogu tutaj. W poście znajdziecie nie tylko właściwości tej cudownej rośliny, ale również przepisy na pyszne dania. Te małe ziarenka uwielbiam jeść głównie w formie puddingu lub dodawać łyżkę do szklanki wody. Nasiona chia są bogate w kwasy Omega-3, magnez, wapń, żelazo, selen oraz błonnik. Pudding z chia świetnie syci na długie godziny, dlatego jest polecany szczególnie osobom na diecie. Taki deser jest nie tylko niskokaloryczny, a na dodatek pyszny i zdrowy. Wystarczy 2 łyżki nasion chia zalać połową szklanki mleka (u nas roślinne), wymieszać i odstawić na minimum 20 minut. Najlepiej jednak odstawić pudding chia na całą noc do lodówki, a rano przyozdobić go owocami i dorzucić ulubione orzechy. Takie śniadanie to świetna dawka dobrej energii.

Woda kokosowa

Woda z wnętrza kokosa jest nie tylko bardzo smaczna, ale również zdrowa. Niestety nie należy do najtańszych. Puszka wody kokosowej (bez ulepszaczy) to koszt ok. 10 zł. Bardzo  lubię dodawać wodę kokosową do koktajli, ale również pić zamiast zwykłej wody (jest zdecydowanie smaczniejsza i lepiej nawadnia organizm). Poza tym woda kokosowa zawiera minerały i elektrolity.


Kasza jaglana

Nie do końca przepadam za jej smakiem, ale po dobrej obróbce potrafi być naprawdę smaczna. Kluczem do jej smaku jest jej dokładne wypłukanie ciepłą wodą. Niektórzy też prażą kaszę jaglaną na suchej patelni, ale ja nigdy nie mam na to czasu. Wystarczy mi kilkukrotne przepłukanie, a dopiero potem wrzucam ją do gotującej wody. Kaszę jaglaną jemy najczęściej z warzywami, ale bardzo zasmakował mi budyń jaglany z przepisu Jadłonomii. Najczęściej robię wersję jasną budyniu i dodaję ulubiony dżem. Taki budyń zdecydowanie bardziej mi smakuje od standardowych deserów tego typu. Poza tym jest bardzo syty. To świetna opcja nie tylko na deser, ale także na śniadanie.

błonnik witalny, chia
błonnik witalny, chia

Błonnik witalny

Może nie jest to superfoods, ale koniecznie muszę się o tym napisać. Błonnik witalny wrzuciłam do koszyka razem z młodym jęczmieniem (którego smaku przeżyć nie mogę. Sam jego zapach już mnie odrzuca...może macie jakieś pomysły jak go przemycić? Próbowałam w koktajlu, ale nie dałam rady tego wypić). Błonnik witalny zaleca się pić 2x dziennie, chociaż ja piję go tylko 1x dziennie, po wypiciu miodu. Swój dzień nadal zaczynam od wypicia szklanki ciepłej wody (nie gorącej!) z łyżeczką miodu lipowego. Po jego wypiciu wsypuję 2 łyżeczki błonnika witalnego i zalewam połową szklanki wody. Odstawiam na 20 minut. W tym czasie idę się myć i przygotować na nadchodzący dzień pracy. Po upłynięciu 20 minut mieszam błonnik i wypijam.

Co daje mi błonnik witalny?

Dzięki piciu błonnika witalnego czuję się 'lekka'. Mam także wrażenie, że mój metabolizm jest podkręcony, a dodatkowo mam mniejszy apetyt (po wypiciu błonnika czuję się syta przez ok.2 godziny). W składzie błonnika witalnego znajdziemy babkę płesznik, która ma bardzo dużą ilość błonnika, a także łuski babki jajowatej, która jest bogata w śluzowaty błonnik pokarmowy. Mieszanka błonnika witalnego przypomina mi konsystencję siemienia lnianego. Jeśli nie jesteście fanami tej konsystencji, błonnik witalny na pewno nie przypadnie Ci do gustu. 
Ulubieńcy Kwietnia 2017

2017/05/09

Ulubieńcy Kwietnia 2017

ulubieńcy kwietnia

Rzadko publikuję posty z ulubieńcami, ale w kwietniu znalazłam kilka produktów, które podbiły moje serce, dlatego chciałabym się z Wami podzielić opinią na ich temat. Będzie trochę kosmetycznie, ale i również mniej kosmetycznie, bo nasz blog w 100% kosmetyczny już nie jest.


Kosmetyczni ulubieńcy

Kwiecień obfitował w kosmetyczne perełki. Jak dobrze wiecie, nie kupuję dużo kosmetyków (nie rzuciłam się np. na promocję w Rossmannie). Lubię testować kosmetyki, szczególnie gdy coś się skończy lub wyszukam naprawdę interesujący produkt. W kwietniu trafiłam na 3 produkty, które szczególnie przypadły mi do gustu.

Modelujący żel do brwi  Inglot

Moje brwi są czarne, więc nie potrzebuję żadnych produktów do podkreślania ich koloru. Niestety mają to do siebie, że nie trzymają się nadanego im łuku. Z pomocą przyszedł mi bezbarwny modelujący żel do brwi Inglot, który jest w opakowaniu jak tusz do rzęs.

Na plus jest to, że produkt posiada szczoteczkę - dzięki niemu w łatwy i szybki sposób podkreślimy brwi, a efekt utrzyma się długie godziny. Produkt jest wodoodporny, dzięki czemu nawet podczas deszczu nasze brwi wyglądają idealnie. Żel do brwi kosztuje 39 zł.


Pomadka z kwiatem z Hebe

Muszę się przyznać bez bicia, że pomadkę kupiłam ze względu na jej wygląd. Moją uwagę przykuwała za każdym razem, gdy byłam w Hebe, ale jej wysoka cena (prawie 40 zł.) powodowała, że zawsze wychodziłam bez niej. Kiedy zobaczyłam, że jest w promocji -50% zdecydowałam się w końcu ją przetestować.

Pomadka z kwiatem o  żelowej konsystencji to ciekawy gadżet - zmienia kolor w zależności od temperatury i pH ust. I to naprawdę działa - zauważam, że jest mniej lub bardziej intensywna. Nie jest to jednak efekt jaki osiągniemy za pomocą szminki, a raczej delikatnej pomadki. Oprócz opisywanego efektu - produkt bardzo dobrze nawilża usta. To świetny wybór na co dzień.


Tusz do rzęs Eveline 3 w 1

Jestem na etapie poszukiwania dobrego tuszu do rzęs. Co prawda Max Factor False Lash jest nadal moim ogromnym ulubieńcem, ale denerwuje mnie to, że bardzo szybko przysycha i efekt nie jest już tak spektakularny jak na początku. Dlatego rozpoczęłam poszukiwania i trafiłam na tusz do rzęs Eveline 3 w 1 - podkręcający, pogrubiający i wydłużający rzęsy. Co prawda pod koniec Kwietnia dostałam do testów tusz L'Oréal Paris, ale myślę, że jeszcze nie raz wrócę do tuszu  Eveline.

Ten produkt faktycznie podkręca, pogrubia i wydłuża rzęsy. Myślałam, że to chwyt marketingowy, ale nie. Nie wiem jak ten tusz to robi, ale jest naprawdę dobry, a do tego kosztuje ok. 20  zł. 


Kule do prania

Ekologiczne kule do prania to mój wielki hit. Nie dość, że oszczędzam na środkach do prania (nie muszę już kupować proszków, płynów czy produktów do zmiękczania wody), dodatkowo moja skóra nie jest podrażniona i przesuszona. Jedna kula do prania wystarcza na 1500 użyć. Cena jednej kuli to koszt 6,99 zł. na Allegro (są oczywiście droższe, ale ja kupiłam najtańsze, żeby je przetestować) jest bardzo korzystna w stosunku do ilości użyć jednej kuli.  

Kule piorą w ekologiczny sposób za pomocą granulek, które mają w środku. Są polecane dla alergików, dzieci, a także zwierząt. Jeśli zainteresowały Cię kule do prania, zajrzyj do ich szczegółowej recenzji klik.

Książki

W kwietniu przeczytałam kilka książek, a niektóre z nich szczególnie wpadły mi w oko. Jedną z książek, które szczególnie polecam jest Bądź chic!, Émilie Albertini. Ta książka to właściwie poradnik o modzie i paryskim stylu. Czytając ją znalazłam bardzo dużo elementów wspólnych między szafą paryżanki, a minimalistki. Ta książka uświadomiła mi braki w mojej szafie, szczególnie w butach. Koniecznie muszę przejrzeć wszystkie buty i zdecydować, które pójdą na sprzedaż lub do oddania, a które z nich zostawiam.

Post udostępniony przez D&P blog by Dominika&Piotr (@dpblogpl)

Do mojej kolekcji książek o Paryżu dołączyła trzecia część o  Madame Chic, czyli Szkoła Wdzięku Madame Chic Jennifer L. Scott. To świetne podsumowanie dotychczasowych części, a także zebranie wszystkich informacji w pigułce. Jeśli nie czytałyście poprzednich części, z powodzeniem możecie przeczytać tę część i dzięki niej dowiedzieć się kim jest Madame Chic i jak się nią stać. Mimo, że ta książka przypadła mi do gustu, bo bardzo lubię styl pisania Jennifer L. Scott nadal najchętniej będę wracać do drugiej części.

Post udostępniony przez D&P blog by Dominika&Piotr (@dpblogpl)

W Maju do przeczytania mam na pewno 'Bądź paryżanką gdziekolwiek jesteś', a także Paryski szyk. Look Book de la Fressange Ines, Gachet Sophie. Ta druga książka to gotowe stylizacje na konkretne okazje. Sprawdza się jako dawka inspiracji, a także w dni, kiedy mimo wszystko nie wiemy się w co ubrać. 
Skuteczne sposoby na szybkie i proste zarabianie na blogu

2017/05/05

Skuteczne sposoby na szybkie i proste zarabianie na blogu

Jak najprościej i najszybciej zacząć zarabiać na blogu?
Jak najprościej i najszybciej zacząć zarabiać na blogu?
Każdy Bloger prowadząc bloga dochodzi do momentu, że chce zmonetyzować swoją pracę. Oczywiście są wyjątki, więc jeśli należysz do tej grupy Blogerów, którzy piszą dla siebie i nie chcą zarabiać na blogu - możesz w tym momencie przejść do innego postu na naszym blogu. 

Jak zarabiać na blogu?

Sposobów na zarabianie na blogu jest kilkanaście. Poniżej wymienię kilka z nich:
  • współpraca barterowa (w gruncie rzeczy to też forma zarobku)
  • posty sponsorowane
  • testy produktów
  • kampanie reklamowe z wykorzystaniem wizerunku blogerów
  • banery
  • linki afiliacyjne
Dziś zajmiemy się linkami afiliacyjnymi. Powiem Wam jak za ich pomocą zarabiać na blogu, a także z jakiej platformy używamy do zarabiania na blogu w ten sposób.


Afiliacja - co to jest?

Linki afiliacyjne to odnośniki do sklepów internetowych, za pomocą których zleceniodawca ma możliwość 'zbadania' poprzez który link afiliacyjny został zakupiony produkt. W przypadku zakupu produktu przez link afiliacyjny na Twoim blogu dostajesz prowizję. Procent od sprzedaży ustala firma czy sklep internetowy. Prowizję otrzymujesz najczęściej w przypadku, gdy ktoś kupi dany produkt. Bardzo rzadko się zdarza, że jakaś firma rozlicza się w formie CPC (Cost per click). W tej formie rozliczenia dostałbyś prowizję, w przypadku gdy ktoś kliknąłby w link lub baner reklamowy. Ta forma rozliczenia nie jest korzystna dla firmy, więc raczej nie rozliczają się w ten sposób z Blogerami (ja nigdy nie spotkałam się z tą formą rozliczenia).


Convertiser - najprostsza na świecie afiliacja

Od prawie 2 lat korzystamy z platformy Convertiser, za pomocą której generujemy linki afiliacyjne. Najczęściej pojawiają się one w formie sliderów z produktami (taki slider możesz zobaczyć tutaj lub tutaj) lub po prostu linków afiliacyjnych jak np. tutaj. Generowane linki dodatkowo skracamy. Przykładowy link wygląda tak: https://goo.gl/9pjQXx. Możesz jeszcze wygenerować kratę. Często ta forma afiliacji pojawia się na Pudelku czy innych portalach, gdzie pokazywane są stylizacje gwiazd. Zauważ, że pod takimi postami pojawia się podobna stylizacja. Kiedy klikniesz na spodnie czy sukienke - przenosi Cię do sklepu.

.
Czy warto udostępniać na blogu statystyki bloga?


Czy warto udostępniać na blogu statysyki bloga? 





Plusy i minusy korzystania z platformy Convertiser

Platforma Convertiser jest bardzo prosta i to chyba jej największy plus. Już po kilku godzinach przepadłam w tworzeniu sliderów do starszych postów na blogu. Nasi Czytelnicy bardzo często czytają starsze posty, dlatego też wrzuciłam tam linki afiliacyjne. Co ciekawe są one klikane i wykorzystywane do zakupów.  Na plus jest również obsługa - każdy Bloger ma swojego opiekuna, do którego kieruje wszelkie pytania. Moją opiekunką jest przemiła p. Paulina.

Korzystając z Convertiser zauważyłam kilka minusów. Jednym z nich jest automatyczne generowanie wypłaty po przekroczeniu 50 zł. Wolałabym sama decydować o tym, kiedy chcę wypłacić środki. Drugim minusem jest brak podglądu tego, jaki  produkt został kupiony. Widzimy tylko nazwę sklepu, z którego poprzez link afiliacyjny ktoś dokonał zakupu. Dla nas to za mało. Fajnie byłoby wiedzieć jakie produkty najczęściej się sprzedają poprzez naszego bloga. To cenna statystyka, której niestety nie otrzymujemy. 

Platforma Convertiser to według mnie najprostszy sposób na zarabianie na blogu. Oczywiście nie są to duże pieniądze, bo prowizje zazwyczaj są niskie, ale jak to mówią - lepszy wróbel w garści, niż gołąb na dachu. 

Zarejestruj się: klik

Czy kule piorące piorące piorą

2017/05/03

Czy kule piorące piorące piorą

Kule piorące do prania - czy warto je kupić?
Kule piorące do prania - czy warto je kupić?
Kilka tygodni temu pytałam Was na Instagramie @dpblogpl czy korzystacie z kuli piorących i czy warto je kupić. Wiele z Was pisało, że pierwszy raz o nich słyszy lub słyszało, ale nie używało. Długo zastanawiałam się nad ich zakupem, ale w momencie, gdy zaczęły kończyć się moje ulubione płyny do prania Bobini (jako jedne z niewielu środków do prania nie podrażniają mojej alergicznej skóry) stwierdziłam, że to dobry moment na wypróbowanie kul. Właściwie wydatek nie był duży, a przetestować zawsze warto, bo może okazać się czymś skutecznym.


Ile kosztują kule do prania i na ile wystarczają?

Kule to ekologiczny i bardzo tani sposób prania. Jedna kula kosztowała mnie 6.99 zł. plus przesyłkę (zamawiałam je na Allegro). Są też droższe kule, ale podobno niczym się nie różnią od tych, więc według mnie nie ma sensu wydawania pieniędzy.

W zależności od wybranego modelu, kule wystarczają a inną ilość prania. U mnie  jedna kula wystarcza na 1500 prań. Kiedy pierzemy większą ilość prania, producent mówi, że lepiej jest wrzucić do pralki 2 kule. Tak też robię - przy praniu białego używam jedną kulę, a przy ciemnych dwie. Niestety samemu trzeba oznaczać ile prań zostało wykonanych za pomocą kuli. My wyliczyliśmy ilość prania (średnio) i wyszło nam, że po dwóch latach powinniśmy wymienić kule. Biorąc pod uwagę ich koszt to naprawdę duża oszczędność.

Widziałam również inne wersje kul - z wymiennymi wkładami (są jeszcze bardziej eko niż te, które posiadam). Kiedy już wiem, że kule spełniają swoją rolę - następnym razem zdecyduję się na wersję z wymiennymi wkładami. Będzie jeszcze bardziej ekologicznie. 



Jak działają kule piorące?

Kule piorące podwyższają pH wody, dzięki czemu pranie ma działanie antybakteryjne. W środku kul znajdują się małe kulki. Podczas prania z granulek odłączają się jony ujemne, a podczas tarcia (obracanie kul w pralce) kulki się pocierają, przez co wytarzane są fale, które powodują mikrojonizację wody - te wszystkie informacje wyczytałam na aukcji, na której kupowałam swoje kule.

Budowa kuli piorącej
Budowa kuli piorącej

Kule do prania - co powinnaś o nich wiedzieć?

Kule do prania są bezzapachowe. Do prania nie dodajemy żadnych proszków ani płynów do płukania. Co ciekawe, ubrania się nie elektryzują, czego początkowo się obawiałam. To świetny wybór dla alergików skórnych, bo nie ma możliwości, by cokolwiek Was uczuliło. Jeśli brakuje Ci zapachu - możesz dodać nietłusty olejek zapachowy do przegródki na płyn do płukania.


Jak wspominałam już wyżej - jeśli mamy dużą ilość prania, do pralki wrzucamy 2 kule. Kule piorące świetnie radzą sobie już nawet w 30 stopniach. Powinno się je stosować w przedziale 30-60 stopni. Ja zazwyczaj większość rzeczy piorę w niskiej temperaturze (oprócz ręczników czy koców), dlatego nie jest to dla mnie  problemem.

Jedna kula kosztuje na Allegro ok. 7 zł. W przypadku dużej ilości prania trzeba używać 2 kul. Jeśli jesteś singlem, wystarczy  Ci jedna kula, w przypadku  większej ilości osób w domu - warto kupić od razu dwie.

Podczas stosowania kul do prania NIE dodajemy proszków, płynów do płukania. Kule zapewniają wypranie ubrań, a także zmiękczenie tkaniny.

Jak wyeliminowałam chemię z domu? klik

Do białego prania warto dodać łyżeczkę sody, która nie tylko pięknie wybiela, ale również dodatkowo zmiękcza wodę (jeśli u kogoś jest twarda woda, szczególnie polecam dodawać sodę).

Po każdym praniu kule piorące zostawiamy do wyschnięcia. Dopiero wtedy odkładamy je na miejsce.

Jak sprawdzają się kule do prania?

Kule do prania radzą sobie świetnie z ubraniami, które wymagają odświeżenia, a także z ubraniami sportowymi, w których chodzimy na siłownię. Niestety z bluzy nie odprały śladu od oleju, ale szczerze mówiąc spodziewałam się tego. Sam olej bardzo ciężko schodzi z ubrań i nie raz ubrania z tłustymi plamami musiałam już wyrzucić. Nie jestem pewna jak kule sprawdzą się w przypadku dużych plam, szczególnie przy dzieciach, ale z bluzką po sosie do spaghetti sobie poradziły.

Instagram @dpblogpl